Tak powiedziała dzisiaj pani Doktor, jak przyjechałam po receptę dla Tomka.
Faktycznie do tej pory nie mogę uwierzyć w to wszystko, co się wydarzyło. Nie chcę pisać co wyrabiał mąż, ale chyba mogę zdradzić, że Tomek razem ze swoim tatą jechał samochodem. Nagle mąż z niewyjaśnionych przyczyn zjechał na drugą stronę...
Był to bardzo poważny wypadek, z którego synek wyszedł praktycznie bez szwanku, a jego tata zginął na miejscu...
Jestem niewierząca, ale zastanawia mnie to, jakim cudem moje dziecko przeżyło takie silne uderzenie. Na dodatek siedząc z przodu. Spędził trzy dni w szpitalu na obserwacji. Przez dwa tygodnie był taki jakiś smutny, ale szybo stał się znowu wesołym chłopczykiem. Śpi spokojnie, nie krzyczy, nie płacze przez sen. Jestem wdzięczna losowi, że go oszczędzono...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz