Już siebie widziałam z piękną cerą, błyszczącymi i gęstymi włosami oraz mocnymi paznokciami...
Niestety jak na razie szału nie ma. Soczki pijemy codziennie, może z trzy razy nie zrobiłam. Jednak nie zauważyłam jakiejś spektakularnej zmiany. Paznokcie jak się rozdwajały, tak się rozdwajają, cera niezaciekawa. No może odcień skory jest bardziej brązowawo-pomarańczowy, to pewnie sprawka karotenu z marchewki.
Robienie soczków wymaga samozaparcia i jest dosyć uciążliwe. Co dugi dzień targam ze sklepu: marchewki, jabłka, seler, buraczki i inne warzywa, w zależności co mi "wpadnie w oko". Trzeba je dokładnie umyć i później jest trochę mycia samej sokowirówki. Ale, że jestem kobietą wytrwałą w postanowieniach, na razie nie zamierzam z tego rezygnować. Zobaczymy co będzie dalej:)
Mój koszyk z warzywami.
A oto i sam soczek. Przez pierwszy tydzień, jakoś nam nie wchodził i piłyśmy go jakby za karę. Jednak teraz uwielbiamy go:)
Tomek boi się dźwięków, nad którymi nie ma kontroli. Tak też jest, gdy zaczynam robić soczek. Wiadomo sokowirówka trochę hałasuje i zakłóca to jego świat.
Jednak sam wyjmuje ją też z szafy i każe włączyć. Dla niego są to emocje i lubi się trochę bać.
Nagrałam krótki filmik, jak boi się wejść do kuchni.
Chciałam go tutaj wkleić, ale okazało się, że nie mogą one przekraczać 100 MB.
Hmmmm......czyli muszę nagrywać bardzo krótkie filmiki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz