Dzisiaj czuję się jeszcze gorzej. Obudziłam się z bolącym gardłem. Mam serdecznie dosyć tych chorób. Boję się, że zarazimy Tomasza tą anginą.
Do południa dzwoniła mama, żeby przyjechać na obiad. Jest przemęczona, bo też źle się czuje, a mimo to dorabia w lumpeksie w Poznaniu.
Jednak jak to ona, wszystko musi być zrobione.
Czuć było napięcie i miałam wrażenie, że zaraz znowu będzie jakaś granda. Oglądałam sobie w Internecie zdjęcia samochodów, bo mam zamiar kupić auto. Rozmawiam sobie z tatą, a ona do mnie, żebym tylko sama nie kupowała tego samochodu. Ja, że przecież to jest oczywiste, że sama nie kupię. A to już wystarczyło, żeby podniosło jej się ciśnienie i znowu zaczęła tę swoją gadkę, że przecież ona nic nie mówi, tylko chce dobrze itd. Ja pierdzielę co za babsztyl. Po prostu mistrzyni wymyślania problemów.
Potem poszła do ogrodu i mimo, że dzisiaj niedziela zaczęła wyrywać zielsko z kwiatów. Gdyby ktoś inny takie coś zrobił, to zaraz by wyzywała, że w niedzielę takich rzeczy się nie robi. Ale oczywiście Jaśnie Pani może.
Chyba jeszcze ojciec dostał ochrzan, bo chodził z przestraszoną miną. Boi się jej, że aż śmieszne. No ale gdyby był chociaż w części taki jak mamusia, to albo by się pozabijali, albo już dawno byłoby po rozwodzie.
Mama ma jeszcze trzy siostry i dwóch braci. Jednak to ona ma najbardziej wybuchowy i kłótliwy charakter.
Ciężko z nią mieliśmy i mieć będziemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz