niedziela, 24 stycznia 2016

Lanzarote

Pod koniec września 2015 r. wybrałam się z kuzynką Ritą na Lanzarote.
Z jednej strony się cieszyłam, z drugiej obawiałam humorków towarzyszki.
Pierwszy raz leciałam samolotem. Takie średnie uczucie. No, ale było to moim marzeniem i je w końcu zrealizowałam.
Odpoczęłam, zrelaksowałam się. Byłam zawiedziona, iż nie było dyskotek. Jechałam tam z myślą, ze się wyszaleję.
Pływać oczywiście się nie nauczyłam. W naszym ośrodku były trzy baseny i ten przy, którym mieszkaliśmy nie miał ratownika. Zresztą głupio by było topic się na oczach wakacyjnych sąsiadów.
Czyli mam taki plan, że na wiosnę kupuję basen, taki np. o średnicy 5 metrów i z 1,2 głęboki. Strój termiczny do pływania i dawaj, uczę się pływać.
Tomaszek gdzieś mi popłynie i co wtedy, będę bezsilna. O nieeeeee
Co do Ritki to dała popis. Jak dojechaliśmy okazało się, że bardzo boli ją gardło i tak przez trzy dni prawie non stop musiałam wysłuchiwać jak się źle czuje. Gdy zaczęło ją przestawać boleć, to wysiadł jej kręgosłup. Co ona nastękała, krzyczała. Masakra. Z jednej strony jej współczułam, a z drugiej byłam na nią wściekła.
Ale byłam na Kanarach, podziwiałam krajobrazy, ocean Atlantycki, ładnie się opaliłam. Super tak się wyrwać.







 Oj napiłam tam winka:)







A tu już spakowana przed wyjazdem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz