niedziela, 26 kwietnia 2015

Rzucanie kamieniami

Tomka ciężko wyciągnąć na spacer. Chyba, że znajdzie sobie jakieś interesujące zajęcie...
Ostatnio jest to rzucanie kamieniami, na szczęście do wody;) A dokładnie do naszego jeziora, który znajduje się przy klasztorze.

Loczek pędzi po amunicję, czyli kamienie...


... i ładuje je do koszyczka:)



Ta butelka oczywiście nie jest Tomaszka.


Ale rzut:)



środa, 22 kwietnia 2015

Rzęsy Karoliny

Chciałyśmy z Karoliną mieć piękne rzęsy i chyba w grudniu kupiłyśmy odżywkę do rzęs Rapidlash. Należało ją używać rano i wieczorem. Muszę powiedzieć, a raczej napisać, iż rzeczywiście po tygodniu miałam wrażenie, że "kiełkują" mi nowe rzęsy. Używałyśmy jej w dwie i starczyła na dwa miesiące. Efekt: zdecydowanie dłuższe rzęsy i trochę gęstsze.

Na koniec marca kupiłam inną odżywkę: Nanolash. Wystarczy jej używać tylko na wieczór. Niestety uczula mnie. Chociaż ja zawsze na wiosnę mam problemy z oczami i właściwie nie wiem, czy to wina pyłków, czy odżywki.

 Za to Karolina po trzech tygodniach dostała fajne, gęste rzęsy.








poniedziałek, 20 kwietnia 2015

SUO

W piątek wieczorem teście zabrali Tomaszka i przywieźli go po dwóch dniach. Nie powiem trochę od niego odpoczęłam, a on ode mnie:) Dzisiaj miał tylko dwie godziny w szkole, a pani terapeutka nie przyjechała, ponieważ była po operacji. Oczywiście zgłaszała mi to wcześniej, lecz ja zapomniałam i na nią czekaliśmy.
Nawet nie mogę chwilę popisać, bo Loczek ciągle coś ode mnie chce...


 
 
Najlepiej, żebym go goniła...
Klapki ma założone odwrotnie i w ogóle mu to nie przeszkadza:)
 
 
   A więc miałam napisać o specjalistycznych usługach opiekuńczych, czyli o SUO. Organizuje je Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Tomkowi przysługuje 40 godzin miesięcznie. Zależy to od tego ile wypisze psychiatra. Ja chciałam tyle, więc mam, ale mogę to zmienić. Płaci się w zależności od dochodu. My płacimy 271 zł miesięcznie. U nas terapeuci przychodzą tak na dwie, trzy godziny, ale jeżeli potrzebuję w jakiś dzień cztery godziny, to też nie ma sprawy. Super, że jest taka możliwość i są na to środki. Na początku trudno mi było sobie wyobrazić, że jacyś obcy ludzie będą mi chodzić po domu i miałam z tym duży problem. Jednak szybko się do nich przyzwyczaiłam i teraz byłoby mi ciężko bez ich pomocy.
 
 

sobota, 18 kwietnia 2015

O czym myśli autysta?

Umysł mojego synka mnie "zadziwia"....
Czy to ma w ogóle jakiś sens?
O czym on myśli?


Jaką rolę we wszechświecie ma czerwone kółeczko?


Hmmmm.........


Z pewnością okrągły talerz z mikrofalówki ma z nim coś wspólnego...


No jak pięknie:)


Mogę na to dłuuuuugo patrzeć:)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Dzień Autyzmu

Drugiego kwietnia obchodzony jest Światowy Dzień Autyzmu.
Obchody tego Dnia mają na celu podnoszenie świadomości społecznej na temat tej choroby.
Ludzie dotknięci autyzmem i ich najbliżsi często czują się dyskryminowani i właśnie poprzez nagłaśnianie tematu autyzmu, chcą zwrócić uwagę na swoje problemy.
W naszym powiecie również odbył się marsz, ale dopiero 9 kwietnia. Oczywiście ja z Tomkiem
w nim uczestniczyliśmy.
Hasłem przewodnim było "Nie bądź zielony - bądź niebieski"
Oznacza ono, że chcemy tak nagłośnić problem autyzmu, aby każdy w tym temacie nie był zielony, lecz niebieski :)


Staraliśmy się ubrać jak najwięcej niebieskich rzeczy.



środa, 8 kwietnia 2015

Przepis Tuskowej i fruwająca czekolada

Pisałam już kiedyś, że synuś ciągle coś rzuca na szafy. Udało mi się zrobić zdjęcie, jak akurat wrzucał czekoladę:)






Na święta piekłam sernik z bloga Kasi Tusk. Polecam.


Trochę mi upadł środek, ale i tak jest pyszny.

Skład:

(średnica formy 23 cm, ja miałam 24cm)

1 kg zmielonego twarogu
4 jajka
3 łyżki mąki ziemniaczanej
150 g cukru
skórka otarta z jednej cytryny
200 g białej czekolady


Lemon curd (czyli polewa):

2 jajka
180 g cukru
80 g schłodzonego masła
sok wyciśnięty z dwóch cytryn

A oto jak to zrobić:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni C. Czekoladę roztapiamy w kapieli wodnej i odstawiamy aż wystygnie. Zmielony twarog mieszamyz cukrem, mąką ziemniaczaną i jajkami. Ucieramy mikserem ok. 3-4 min. Do masy dodajemy roztopioną czekoladę i otartą skórkę cytrynową. Całość mieszamy.


2. Masę twarogową przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Temperaturę piekarnika zmniejszamy do 160 stopni C i umieszczamy formę z ciastem. Pieczemy 60 min. Wyłączamy piekanik, uchylamy drzwiczki i czekamy aż ostygnie sernik w piekarniku.


3. Aby przygotować lemon curd: w małym garnku roztrzepujemy jajka z cukrem do połączenia składników. Garnek ustawiamy nad parą wodną (kąpiel wodna) i ciągle mieszamy. W trakcie mieszania dodajemy masło i sok z cytryny. Mieszamy aż do zagęstnienia kremu. Gotowy krem schładzamy, a następnie nakładamy na upieczony sernik. Tak przyotowany sernik najlepiej przechowywać w lodówce.
Ja chyba dodałam za dużo masła, bo nie za bardzo mi zgęstniało. Jednak dosypalam cukier puder
 i było git.


wtorek, 7 kwietnia 2015

Hura już po świętach

Jak ja się cieszę, że te święta się skończyły. Nie było aż tak źle, ale to jest czas kiedy Tomaszek nie ma zajęć w szkole i nie ma terapii w domu, czyli jest przeważnie ze mną. Spędziliśmy dużo czasu jak zwykle u rodziców. Nawet jedną noc tam nocował, a ja mogłam z przyjaciółmi pobawić się... Tak ogólnie to chyba nie mogę narzekać. Mam rodzinę, przyjaciół i znajomych, którzy bardzo mnie wspierają i wiem, że mogę na nich liczyć.
Pogoda jak na Wielkanoc też była fatalna.
Oto widok z mojego okna.






Od jakiegoś czasu jest moda na przyzdabianie świątecznych jajek cekinami i kokardami. Ja oczywiście też takie uczyniłam:)


 
 
 
To jedna z licznych dekoracji u mojej mamy.
 
 

środa, 1 kwietnia 2015

...iii...iii...

...iii...iii... to może oznaczać "szczotki", czyli myjkę automatyczną, lub "do cioci Romki".
Dzisiaj Loczka "iii" oznaczało myjnię automatyczną. Jest przy tym taki uparty, że potrafi chodzić za mną przez godzinę i powtarzać w kółko to samo. Oczywiście po jakimś czasie mam już serdecznie dosyć i robię to, co synuś chce. Mimo tego, że pogoda była fatalna, tzn. padało, po chwili był grad, później śnieg z deszczem, a przy tym wiało - pojechaliśmy na myjkę. Oczywiście nikt nie wpadł na pomysł, żeby przy takiej zawierusze myć auto. Znalazło się tylko dwóch takich geniuszy, czyli ja z Loczkiem...
Ok, auto umyliśmy mimo, że wcale nie było brudne.  Pozbyłam się siedemnastu złotych, ale szczęście Tomka bezcenne:)